sobota, 29 czerwca 2013

Rozdział 7

Przez dwa tygodnie spędzałam z Justinem bardzo dużo czasu. Poznałam jego przyjaciół, którzy od razu przyjęli  mnie do swojej paczki. Całkiem inaczej wyobrażałam sobie Justina Biebera wielka gwiazdę światowego formatu. On prywatnie był całkiem inny, niż przed kamerami czy na jakiś galach. Bardzo dobrze się dogadywaliśmy..
***
-Może wyjedziemy gdzieś jutro wieczorem? –spytał Justin odprowadzając mnie do domu.
-Masz na myśli randkę? –zapytałam i moje policzki zrobiły się czerwone.  Dobrze że było ciemno i Bieber tego nie mógł zauważyć.
-A co chciała byś? –zapytał z cwaniackim uśmiechem.
-Nie powiem że nie..
-To znaczy że się zgadzasz?
-Taak..-powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego.
-To ja przyjadę po ciebie jutro o 19:00. –oznajmił i pocałował mnie w policzek na pożegnanie.
-Dobranoc  Justin.
-Do jutra. –powiedział i weszłam do domu, on też poszedł do swojego, bo przecież mieszkał naprzeciwko po drugiej stronie ulicy.
Poszłam do kuchni gdzie była mama.
-Mamo jutro wieczorem wychodzę z Justinem. –oznajmiłam.
-Czyżby jakaś randka?
-A co wy wszyscy macie dzisiaj z tymi randkami? –zapytałam.
-Tak tylko pytam, bo od kiedy poznałaś Justina cały czas chodzisz zamyślona. Może ty się w nim zakochałaś ? –udałam że nie słyszałam tego pytania i poszłam do łazienki wziąć prysznic.
Cały czas jednak myślałam nad tym co powiedziała mama. Ale przecież nie mogłam się w nim zakochać.
 Żyliśmy w dwóch różnych światach. Ja zwykła dziewczyna, a on Justin Bieber. (…)
***
Ubrałam czarną sukienkę, wyprostowałam włosy, zrobiłam lekki makijaż i zeszłam na dół.
Serce waliło mi i nie mogłam się uspokoić. Wiedziałam że dzisiaj wydarzy się coś szczególnego.
Usłyszałam dzwonek do drzwi. Była już 19:00. Otworzyłam je i zobaczyłam Biebera, ubranego w białą          koszulę i czarne spodnie. Muszę przyznać wyglądał zniewalająco. Wsiedliśmy do jego samochodu i jechaliśmy 30 minut. W aucie panowała niezręczna cisza. Oboje nie wiedzieliśmy co mamy mówić. Kiedy samochód się zatrzymał wysiedliśmy i z tego co się domyśliłam szliśmy…


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz